Videoteatr Poza

Akt-Orki

Recenzje

Czas w teatralnej masce
W swoim manifeście "Nad-dramat" Iwan Goli, żądając radykalnie jak przystało na poetę wprowadzenia do teatru wszelkiej techniki wywołującej wrażenie maski, nazywa gramofon, podówczas (1919) sprzęt najnowszej generacji "maską głosu". W to nam graj. Monachijska recenzentka spektaklu "Akt-orka IV", Sabine Adler zauważyła, że w naszym videoteatrze "ekran przejmuje funkcję klasycznej maski teatralnej, która w rozmaitych formach pokazuje się scenie i monitorach". W to nam graj. W fundamentalnym tekście Karla Kerenyi'go "Człowiek i maska" (1951) mowa jest o masce jako o "pierwotnym sprzęcie", sprzęcie misteriów, ma się rozumieć. I w to nam graj. Sprzęt audiowizualny, wszystkie nasze małe "elektroniczne organizmy", jak empatycznie nazwała Jolanta Lothe kamery, magnetowidy, monitory, miksery, przetwarzacze obrazu i głosu i parę tajemniczych, czarnych skrzyneczek wykonanych na zapleczu wielkiej telewizji przez idącego za naszymi pomysłami inżyniera, służą nam do elektronicznych "misteriów" pół-sacrum, pół profanum. Maski użyte przez nas w gorszącym ascetów sceny nadmiarze, nawiązywały bowiem skrycie do starych i nowych "misteriów", również maski najbardziej trywialne, jak chociażby maska Piggy lub M. Monroe, sterane po ponad dwustu przedstawieniach "Akt-orek". Tę pierwszą wiążą zresztą z Eleuzis, miejscem najsłynniejszych misteriów, gdzieśmy ją skonfrontowali z resztkami nie do końca wygasłego sanktuarium Demeter, stosunki dość zagmatwane, ale nam wiadome i już ujawnione.
Piotr Lachmann
TEATR Z DUCHA TELEWIZJI - żywe "kino": multiteatr
Telewizor uważa się powszechnie za wroga teatru.
Być może, ale nie w Videoteatrze Piotra Lachmanna i Jolanty Lothe. Z telewizji ci prekursorzy instalacji wideo stworzyli główne tworzywo swoich widowisk...
Oglądam je od wielu lat, ale dopiero najnowszy spektakl "Akt-orki", oparty na tekstach Helmuta Kajzara, otworzył mi oczy na pomysł robienia teatru z ducha telewizji. Lachmann, który jest autorem obrazów i reżyserem przedstawień Videoteatru, odebrał telewizję z rąk bełkoczących spikerów i tandetnych scenopisarzy i dał jej nowe życie. Jego spektakle uświadamiają możliwości tego medium, o których nie śniło się filozofom z Woronicza. Tutaj zaciera się granica między rzeczywistością a jej obrazem na ekranie. Aktor może spotkać siebie samego, postarzałego o 50 lat i prowadzić ze sobą dialog. Może zamienić się ciałem z plastikową lalką, stać się cieniem samego siebie. Telewizja w Video- teatrze służy do tego, do czego służy w tradycyjnym teatrze poezja, czyli do pokonywania czasu i przestrzeni. Aby pokazać umowny upływ czasu, Szekspir potrzebował postaci symbolizującej Czas. Lachmann po prostu włącza przewijanie. Myliłby się ktoś sądząc, że nagrane na taśmie wideo przedstawienie jest tworem sztucznym i martwym. Wystarczy spojrzeć na samego reżysera, który miota się wśród kabli i przełączników, poprawia reflektory w trakcie przedstawienia i wprowadza na widownię spóźnionych widzów.
To nie jest kino - tutaj sztuka rodzi się na oczach widzów, z taśm i gry na żywo.
Roman Pawłowski, "Gazeta Wyborcza"
Oswajanie przemijania
Jestem admiratorem działań Piotra Lachmanna i Joli Lothe od czasu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ich spektakl. Nie sądziłem, że video, środek tak pospolity, może być aż tak mocnym argumentem w sztuce.
Piotr i Jola za pośrednictwem swojego laboratorium przenoszą nas w ważne tematy: na przykład śmierci.

To, co mnie niezwykle uderzyło, to jakby ściągnięcie śmierci z piedestału, także poprzez użycie "spospoliciałego" języka, który nie każe myśleć o niej w najwyższych kategoriach. Każdy program Piotra Lachmanna ma w sobie głębokie zakorzenienie w historii i właściwie nie znam spektaklu, który by nie był umiejscowiony nieomal jakby w kosmosie i to jest niezwykła cecha właśnie tego teatru. Posługując się niskim środkiem w gruncie rzeczy przenosi nas do strefy najgłębszej refeksji, bardzo poważnych pytań i zawsze jest osadzony w pejzażach dawnych, największych kultur, najistotniejszych pytań i najistotniejszego myślenia. Więc to jest starożytna Grecja, starożytny Egipt i wreszcie nieomal bliska współczesność ...
To jest teatr paradoksu, i ten paradoks jest niezwykle dynamiczny i fascynujący.
Jolanta Lothe i Piotr Lachmann udowadniają, że można we współczesnym świecie, który właściwie ma pejzaż śmietnika nieomal, mówić o rzeczach poważnych nie wypierając się języka świata, w którym żyjemy.
Jan Peszek (z audycji Bożeny Markowskiej, II progr. PR; 7. 04. 2002)
Fragment niewygłoszonego przemówienia z okazji 100. przedstawienia "Akt-orki"
Przystąpiliśmy do tej zabawy, bo sądziliśmy, że można traktować czas i elektronikę "ludycznie". Ale z upływem czasu mogliśmy (musieliśmy) się przekonać, że to raczej elektronika i czas bawią się nami. Stałem się radosnym niewolnikiem w rękach tego piekielnego, w dodatku mocno kapryśnego instrumentarium. Niewolnikiem dobrowolnym, nieporadnie udającym "demiurga". Proszę sobie wyobrazić dyrektora ZOO lub cyrku, który zamiast żywych zwierząt wystawia na pokaz zwierzęta sztuczne, lub ich "elektroniczne klony". Na samą myśl o takiej alternatywie słyszę jak zatrzaskują się na zawsze bramy i zapadają namioty tych przybytków. Nie ma więc racji Helmut Kajzar twierdząc, że "człowiek niczym nie różni się od zwierząt". Aktor, człowiek do kwadratu, do sześcianu, się różni. Aktora może z powodzeniem zastąpić jego głos, jego kolorowy cień. Aktor jest doskonale i nieskończenie powielany. Teatr Telewizji jest tego najlepszym (i najgorszym zarazem) przykładem. My tylko go przedrzeźniamy, lepiej, lub gorzej?
A ja za każdym z tych 99 razy czułem się trochę jak dyrektor takiego właśnie ZOO lub cyrku, prezentującego surogaty. Pocieszały mnie jednak nie tylko daremne - jak dotąd - apele Artauda o aktora nowej anatomii, ale również notatka Franza Kafki z 1922 roku w takim oto brzmieniu: "Dyrektor teatru, który wszystko musi stworzyć od nowa, również aktora musi dopiero spłodzić. Widz nie ma dostępu do jego gabinetu. Dyrektor jest zajęty pilnymi sprawami teatru: właśnie przewija aktora..."
Piotr Lachmann